Dodaję ten post na fali dyskusji o pracy nauczyciela i rozlicznych przywilejów, jakich nam zazdroszczą inne grupy zawodowe.
Nie ukrywam, że decydując się na wykonywanie tego właśnie zawodu, brałam pod uwagę profity w postaci wakacji, czy pensum niższego, niż w innych profesjach. Z drugiej strony rozważyłam również konieczność podjęcia odpowiedzialności za zdrowie i życie moich podopiecznych, obowiązek nieustannego kształcenia się, potrzebę ogarnięcia ton dokumentów i tworzenia własnych pomocy dydaktycznych. Nie narzekam na to, choć nie ukrywam, że bywam śmiertelnie zmęczona.
Trzymam się, bo ta praca niesie ze sobą dobra mniej oczywiste z punktu widzenia obserwatora z zewnątrz. Najważniejsze, co przychodzi do głowy, to fakt dla mnie podstawowy, że praca z uczniami jest przywilejem samym w sobie. Zaufanie dzieci, możliwość obserwowania, a nawet- do pewnego stopnia- współtworzenia ich rozwoju jest bezcenna. Jest nieomal darem od losu.
Nieomal..., bo jednak nie obywa się bez płacenia ceny za wykonywanie tego szlachetnego zawodu.
Dla mnie ta cena staje się szokująco wysoka. Sprowadza się ona do faktu, że choć wkładam w swą pracę wszystkie siły, mnóstwo serca i emocji i niemal cały czas, jakim dysponuję, jestem przez władze, media i społeczeństwo postrzegana jako niedouczony, nieudolny pasożyt. Tak ukształtowana opinia społeczna sprawia, że wstydzę się powiedzieć osobom spoza środowiska szkolnego, czym się zajmuję. Przykro mi to pisać, ale w mojej ojczyźnie, w kraju, który kocham z bardzo wielu powodów, być nauczycielem, to znacznie gorzej, niż złodziejem, czy prostytutką.
Koniec roku i mobbing w czystej postaci zastosowany przez Panią Minister dopełniają czary goryczy. Kiedy przeleje się ta jedna kropla, która sprawi, że porzucę pracę, którą uwielbiam, nie wiem. Jestem pewna, że odnajdę się gdziekolwiek indziej. Szkoła straci jednego mistrza. a ja odzyskam godność, którą mi odebrano.
Póki co, jutro znów uśmiechnę się do moich milusińskich, nauczę ich kilku słów w pięknym obcym języku, zapewne sama się również czegoś od nich nauczę.
Rozgoryczenie i wstyd schowam głęboko na dnie serca. Wrócę do nich w Święta, kiedy będę miała wreszcie chwilę czasu. Dziś jeszcze trzeba sprawdzić klasówki i przygotować jutrzejsze zajęcia. Standardowe niedzielne popołudnie lenia i pasożyta.
 |
| Fiszki na poniedziałek przygotowane, wydrukowane i zafoliowane. Wszystko to zostało przygotowane na moim prywatnym sprzęcie, z użyciem materiałów zakupionych przeze mnie i energii, która przecież też kosztuje. Wszystko to w "wolnym" czasie, którego mam przecież tak wiele. |