Dzieciaki znają i kochają POU. Tak, jak ja niegdyś uwielbiałam Uszatka czy Reksia. Czemu by więc nie wyjść naprzeciw ich upodobaniom i zaprosić tego dziwnego ludka na zajęcia z języka angielskiego?
POU potrzebuje karmienia, zabawy, troski o zdrowie, higienę i odpoczynek. Grając, dzieci znajdą mnóstwo angielskich słówek dotyczących codziennej rutyny. Gierka jest wręcz idealna, jeśli chcemy rozszerzyć słownictwo związane z jedzeniem. Ambitni chętnie będą pokonywać kolejne poziomy gry, by móc zakupić coraz to nowe potrawy. Słówka niemalże same wskakują do głowy.
Po zatroszczeniu się o podstawowe potrzeby Pou, można wejść w świat rozmaitych gierek. Rozwijają one myślenie logiczne, sprawność motoryczną dziecka. Oczywiście pomagają mu w ławy sposób przyswoić sobie zasady posługiwania się urządzeniami z ekranem dotykowym. Kontakt z językiem angielskim jest nieodzowny i - podobnie jak obsługa sprzętu- niemal intuicyjny. Jeśli dodamy do tego gry, które koncentrują się bezpośrednio na angielskim słownictwie, otrzymujemy świetną pomoc dydaktyczną.
Fotki zostały skompilowane przy użyciu świetnego edytora dostępnego na stronie: http://www.befunky.com/


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz