sobota, 8 listopada 2014

Endorfiny w mózgu

Ekstaza!!!
Właśnie zaczyna się długi weekend.
Zaczęty koncertem w klubowej atmosferze w towarzystwie kumpelek z pracy. Bezcenne.
To niepojęty dar, mieć w pracy przyjaciół na tyle dobrych, by mieć ochotę dzielić z nimi również swój wolny czas. (Żałuję, że nie wszyscy są ze mną w takich chwilach obecni).
Mimo niewyspania i trudów podróży w miejsce bardziej cywilizowane i naznaczone kulturą, niż moja własna miejscowość, dziś endorfiny w mózgu szaleją. Uśmiecham się i nucę sobie pod nosem. I rozmyślam o tym, co jeszcze mnie uszczęśliwia. Lista jest absolutnie standardowa: obok przyjaźni, odpoczynku, dobrej muzyki, które tak uroczo się ze sobą połączyły wczorajszego wieczoru, znajdzie się na niej także miłość, dobre jedzenie, podróże, dobry film czy ciekawa książka. Satysfakcję przynosi mi też każdy udany dzień w pracy (czasem w sensie fajerwerków pedagogicznych, a czasem po prostu dzień spokojny).
Ostatnio odkryłam jeszcze jedno źródło głębokiej przyjemności, z którego korzystam od dawna, ale chyba nigdy aż tak świadomie, jak teraz. Jest nim język angielski sam w sobie. Brzmienie słów, różnorodność  wymowy. Muzyka dla uszu.
Wieloznaczność słownictwa. Gramatyka i jej zastosowanie do wyrażania różnych odcieni znaczeń, nastrojów, intencji, prawdopodobieństwa.
Czysta rozkosz.